WOWs bitwy PvP wrażenia cz.1 czyli miniblog. Postanowiłem sobie założyć ten wątek by podzielić się moimi odczuciami z walk. Będą moje błędy i sukcesy ale też i błędy i sukcesy moich współtowarzyszy w drużynie.

Bismarck na tabletkach uspokajający

WOWs bitwy PvP: Bismarck to potężna jednostka szczególnie jak w MM masz głownie okręty VI i VII tieru. Wtedy, będąc na szczycie można śmiało powiedzieć, że ta jednostka jest OP w takiej bitwie (jak dla mnie tylko ddek w silnych rękach z dużym zasięgiem torped może być jakimś wyzwaniem).

No dobra z tym wstępem. Mamy więc taką bitewkę. Bismarck i niskotierowe łajby. Ja w stockowym krążowniku a więc by dopaść nawet niskotierowego bbeka musiałem się dość niebezpiecznie zbliżać (RNG zaczynał lubić bbeki). Teoretycznie bitwa wygrana bo drużyna przeciwnika zamieciona , zostało nas 4 a u wroga 2 (niskotierowy CR I BB) z tym że my mieliśmy Bismarcka a oni przewagę punktów (w zajętych strefach remis). By wygrać trzeba by ich ubić. Niestety nasze nisko poziomowe łajby ledwo dyszały z HP i zadaliśmy obrażenia ale nie ubiliśmy. Co robił Bismarck (pełna pula HP)? Stał najdalej jak się da i z maksymalnego zasięgu dział ostrzeliwał. Póki żyliśmy to jeszcze widział do czego strzela (ale niecelność 100%). Jak zginęliśmy to cóż.. domyślam się bo w nerwach wyszedłem z bitwy i nie chciałem patrzeć na te łajno. Skarga za fatalną grę poszła.

I tak dziwię się – przecież to nie premka. Ktoś musiał się umęczyć w bitwach i dojść do tej krypy. I taka gra.. Wystarczy by podleciał do tych dwóch razem i by ich zmiótł tylko z dodatkowej.

Morał: poznaj dobrze swój okręt i poznaj dobrze możliwości innych okrętów / odwaga popłaca

Gneisenau i niemiecki brawling

WOWs bitwy PvP: Mam bardzo słabe wyniki w tym okręcie (winrate fatalny) ale pamiętam jedną bitewkę. Przy wyspie, na brzegu zgrupowanie naszych i wroga i taka walka pozycyjna. Poleciałem na niby yolo ale z przemyśleniem by przełamać stagnację na naszą korzyść. Wylatuję zza wyspy, dziobek prawidłowo, strzelam bez przekonania (jak dla mnie Gneisenau jest fatalny pod tym względem przy obecnej puli okrętów i MM) ale mam plan. Wlatuję pod zgrupowanie wroga, kręcę pupką – torpy poszły. Frag i prawie do końca wyssany z HP inny okręcik i już witam dno. Na szczęście inni z mojej drużyny zakumali i poszli za mną i z wyłomu zrobił się większy a za chwilę wrogów już nie było. I o to chodzi. Jak są kumaci ludzie to tak bitwy wyglądają. Okręty są wykorzystywane do swojej roli i się wygrywa.

Morał: nie bój się poświęcić szczególnie jak masz kumatych ludzi za sobą

Thunderer walka pozycyjna z ddekiem

WOWs bitwy PvP: Od początku czułem, że przegramy. Coś mi nie wchodziły buły. Wybrałem nie ten kierunek i okazało się, że na innej stronie przegraliśmy. Sam popełniłem błąd i za bardzo poleciałem na flankę. Okazało się, że był tam też ddek i zamiast pomóc resztkom drużyny po mojej stronie to musiałem pilnować swojego tyłka (raz prawie ubiłem ddeka ale na resztkach hp uciekł – już nie atakował ale oświetlał a ja już nie atakowałem tylko pilnowałem sytuacji. Bezproduktywny impas dla nas. DDek w sumie lepiej zrobił bo wyłączył ostatnie znaczące siły na mapie. Czat nieprzyjemny ale za dużo tłumaczenia i ktoś kumaty musiałby być by zrozumieć. Błąd popełniłem na początku ale kto przewidzi, że większość teamu padnie a ci co zostaną to tylko będą pierdzielić farmazony na czacie (co nie pomaga). Ogólnie słaba bitwa i z przyjemnością wróciłem do portu (żywy).

Thunderer na focusie od…

WOWs bitwy PvP: Bitwa świetnie się zaczęła. Ja jedyny Thunderer i u wroga dwa. Myślę sobie – moje cele. Oni myśleli podobnie. Najgorzej, że ich lotnia też. Moja lotnia oczywiście sobie gdzieś latała i wsparcia nie miałem. Z drugiej strony nawet nie chciałem prosić na czacie bo byłem za daleko by do mnie leciała ; dawała osłonę i później do wroga – bez sensu strata dla lotni czasu. Cóż – Thunderer to okręt do walki na daleko i muszę umieć radzić sobie sam. I poradziłem sobie. Lotnia była zawzięta ale moje rozbicie fantastyczne (się wkurzałem bo spadające szczątki samolotów zaczęły mi utrudniać pole widzenia – może to był ten plan wrogiej lotni?) a co do moich oponentów w Thundererach. Mieli ze mną trudno. Usiłowali AP (przeciwpancerne) ale słabo im wychodziło (mi ich lotnia pomagała bo musiałem wymyślać dodatkowe piruety) a moje strzelanie HE już na wstępie mocno zniechęciło jednego. Drugi się przerzucił na HE i tak już trochę miedzy sobą uściski wymienialiśmy.

Efekt? Wygraliśmy bo jak inaczej. CV wroga straciła czas i siły na mnie (co znacząco odciążyło moich sojuszników) a dwie ich potężne jednostki też straciły mnóstwo czasu na mnie. Ja 200k bez 300 punktów (no szkoda.. może następnym razem).

5 Fragów i pochwała

WOWs bitwy PvP: Lecę sobie Duguay-Trouin. Bitewka dziwnie się toczy, moi szybciej padają a pojedynczy wrogowie rozproszeni. Mało co pamiętam no może oprócz tego, że ostatniego twardziela (najmocniejszy na mapce okręt) dorwałem moim cienkim CR z torpedami. Pełna pula HP i ustawienie dziobka pomogło w zbliżeniu się i zasadziłem całą wiąchę torped – wróg zjechał do kilku procent i go dopaliłem. 5 frag zaliczony. Uff.. Dostałem pochwałę z bitwy od ostałego mojego ddeka (która mnie najbardziej ciszy). Oczywiście odwzajemniłem się (też miał bardzo dobra bitewkę).

Morał: nie bój się chwalić graczy

Mój sukces widoczny tylko dla mnie

WOWs bitwy PvP: MM wskazywał, że może być ciężko. Szczególnie niepokoił mnie fioletowy ddek. W rozwinięciu bitwy ubiłem typa (ogólnie coraz lepszy jestem w tym dalekim pakowaniu w przewidywane pozycje ddeka). Padłem (cóż, na swój sposób poświeciłem się skupiając na tym ddeku a nie robiąc dmg pod siebie – mój sukces widoczny tylko dla mnie) ale zanim wyszedłem do portu widzę, że mamy niezłą przewagę a największe zagrożenie nie istniej (na podglądzie – monitor graczy widziałem przed bitwą staty graczy i już analizowałem problemy). Zdziwiłem się; kiedy przyszedł raport. Przegraliśmy.

Morał: cyferki nic nie znaczą – w każdym graczu jest unicurum (u jednych objawia się po prostu rzadziej).

Gonić fioletowego

WOWs bitwy PvP: Ja na CR on na CR, początek bitwy. Pewnie się zdziwił, jak go od początku do końca paliłem. Uciekł z bitwy i już nic nie osiągnął. Ah te fiolety..

Morał: gonić fioletowego

Czerwone pomaga

WOWs bitwy PvP: Bycie czerwonym jest FANTASTYCZNE. Jak zlamisz – normalne bo to czerwony. Fioleta można nieźle zaskoczyć. Płynąłem Gneisenau; odstraszyłem ddeka, myślałem ze poleci po lepszy cel. Ja za jakiś czas nie mogłem się oprzeć by nasadzić się burtą na CV. Błąd. Ddek wsadził mi piękną salwę torped i witałem rybki. Fuck po nosem nad własną durnotą. Z drugiej strony czasem kręcę takie rzeczy..

Morał: im lepszy wróg tym lepsza nauka

Thunderer też może brawling!

WOWs bitwy PvP: Standardowo walczyłem na dalekiej (naprawdę ten okręt tak powinien walczyć wiec kto ma w składzie drużyny ten okręt niech pohamuje złość). Widzę, że chyba nastąpiło przełamanie i nasi zaczynają z sukcesem pushowac.

PCHAM SIĘ DO PRZODU I JA! (i tak powinno się grać – reagować na sytuację w grze). Pcham się z kilku powodów: mogę zacząć tankować (udało mi się mieć prawie pełną pulę i mam naprawkę) i odciążać drużynę, ten focus nie byłby morderczy, mogę lepiej bić w przeciwników, cap, lepszy push drużyny itp.

Widzę, że zza górki wypłynie krążek. Ja na pełnym bbeku (mimo delikatności to bbek!). Spotkamy się w wąskiej cieśninie. Torpy mnie martwią więc na czoło (już z założeniem na taran, rozważałem na blisko prawie burta w burtę by być w kręgu gdzie torpy się nie uzbrajają ale za wąsko na manewry). Nie dałem mu szans. Ja z flagą na taran i paskiem HP wyszedłem zwycięsko i z kolejnym medalem.

Morał: Flagi są ważne!

Dlaczego fiolet jest fioletem?

WOWs bitwy PvP: Jestem czerwony, atakuje mnie fiolet. Atakuje, atakuje. Czas leci i nic.. Co zazwyczaj robi fiolet? Szuka innej zwierzyny. Bo wtedy może będzie więcej na mniej a jak wiadomo I HERKULES DUPA KIEDY WROGÓW KUPA.

Morał: w kupie raźniej 😀

Leming Train w stopniu: bliskie spotkanie 3 stopnia

WOWs bitwy PvP: Wiecie co to leming train w World of Warships? Jak nie to zapraszam tutaj: Problemy w WOWs. Omówienie MM, Blowouts. Zazwyczaj po prostu w regularnych odstępach ale zauważalnie szybko giną gracze (dobrze, jak po obu stronacha; źle jak tylko z naszej drużyny).

Zaczynam bitewkę. Mapa zanana na niskich tierach. Dwie grupy okrętów (na dole i na górze) kontra podobne dwie grupy przeciwników. Czas start. Płyniemy krótko, namierzam z CR ofiarę. Strzelamy i … zostałem sam. Przysięgam, że miałem wrażenie, że 4 sojusznicze okręty z mojej grupy zniknęły w ciągu zaledwie 10 sekund. Wiecie – dałem z siebie wszystko. Długie minuty tłukłem w kogo się dało powoli uciekając w kątek (okrążony byłem). W zamyśle miało być tak, że im dłużej zwiążę tę grupę tym więcej czasu miała moja druga grupa na ubicie swoich oponentów i wtedy byłaby szansa na jakiś wyrównany bój spotkaniowy obu grup. Zginąłem chwalebnie ale przegraliśmy (przeceniłem możliwościowi tamtej grupy – może byli tylko tyci lepsi od moich lemingów).

Morał: czasami możesz tylko zginąć chwalebnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here